Artykuły

TAKI SIĘ URODZIŁEM - WYWIAD Z UCZESTNIKAMI

W „Taki się urodziłem” widzowie oglądają, jak Cristina spotyka się z przyjaciółmi, gotuje z rodziną i spędza czas ze swoim chłopakiem Angelem. Rozmawialiśmy z nią o znajomych, jej marzeniach i planach na przyszłość. W rozmowie uczestniczył też jej ojciec Mariano, który opowiadał nam rozmaite historie o córce i o tym, czego się od niej nauczył.

 

Co ci się najbardziej podoba w „Taki się urodziłem”?

Cristina: To, że mogę być w telewizji. Chcę być sławna.

Czy odkąd występujesz w tym programie, twoje życie się zmieniło?

Cristina: Niektórzy ludzie rozpoznają mnie na ulicy. Proszą o autografy i zdjęcia.

Która z osób poznanych w programie jest ci najbliższa?

Cristina: Najbardziej lubię Rachel. Lubię z nią spędzać czas, rozmawiać, jeść razem kolację, sypiać u niej w domu.

Lubisz, kiedy ludzie cię rozpoznają?

Cristina: Tak.

Mariano: Lubi. Urodziła się, żeby być sławna.

Czego ludzie powinni się dowiedzieć, oglądając cię w telewizji?

Cristina: Chcę, żeby ludzie zobaczyli, że mogę być ciekawa. Wszyscy widzą, że umiem robić mnóstwo rzeczy. Umiem tańczyć. Umiem gotować. Umiem pracować.

Z czego jesteś najbardziej dumna w życiu?

Cristina: Najpiękniejsze w moim życiu było to, jak mój chłopak oświadczył mi się i teraz jest moim narzeczonym.

Jaki masz wielki cel na przyszłość?

Cristina: Mój narzeczony i ja jesteśmy zaręczeni. Będziemy żyć sami. Będziemy mieć własne mieszkanie.

Jak ci się oświadczył? Byłaś zaskoczona?

Cristina: Pewnego razu mój narzeczony zabrał mnie do specjalnej restauracji i ukląkł na jedno kolano. Poprosił tatę o moją rękę, a ja się zgodziłam za niego wyjść. Tak, byłam zaskoczona.

Mariano, a kiedy ty byłeś najbardziej dumny z Cristiny?

Mariano: W tym roku Cristina postanowiła wziąć udział w konkursie tańca towarzyskiego i była to dla nas wyjątkowa chwila. Zobaczyliśmy ją na parkiecie w tłumie ludzi – nikt inny nie miał zespołu Downa, to był najzwyklejszy konkurs, a ona była po prostu jedną z tancerek. Niezapomniany moment. No i oczywiście oświadczyny – też były wyjątkowe.

Co widzowie powinni wynieść z programu?

Mariano: Z początku uważaliśmy go po prostu za szansę, by Cristina mogła wystąpić w telewizji i zaprezentować swoje talenty. Najbardziej niesamowita była reakcja widzów – ile dla nich znaczyło zobaczyć kogoś z zespołem Downa, kto może prowadzić w miarę normalne życie, stawiać sobie wyzwania, mieć różne mocne i słabe strony. Odzew rodziców był ogromny. Wielu z nich mówi nam, że teraz zupełnie inaczej patrzą na swoje półroczne czy roczne dziecko. Że w ich rodzinie mnóstwo się zmieniło. Że ich wnuk, siostrzeniec czy bratanica stali się dla nich kimś innym.

Chciałbym przede wszystkim, żeby widzowie zobaczyli, jak „zwyczajne” jest nasze życie. Owszem, zdarzają się w nim chwile wyjątkowe, szczególne, na przykład wyjście na koncert czy udział w konkursie tańca towarzyskiego, ale na co dzień żyjemy zupełnie zwyczajnie. Moim zdaniem to ważne przesłanie dla rodziców małych dzieci z zespołem Downa. Ich życie nie będzie radykalnie odmienne od życia rodziców dzieci, które nie mają zespołu Downa. Będzie niemal identyczne – pełne takich samych radości i wyzwań.

Czy usłyszałeś od widzów jakieś ciekawe historie?

 

Mariano: Trzy miesiące temu moja żona i ja poznaliśmy rodziców, którzy opowiedzieli nam, w jakiej depresji byli pogrążeni miesiąc po narodzinach dziecka. Nie mogli się pogodzić z tym, co ich spotkało. O pierwszej w nocy leżeli w łóżku, dziecko nie chciało zasnąć i przez przypadek natrafili w telewizji na nasz program. Wtedy uświadomili sobie, że ich życie wcale nie będzie tragedią, że nie ma powodu do rozpaczy. Oglądanie tego, jak uczestnicy programu gotują, grają w kręgle albo przyjmują oświadczyny, dało im nadzieję.

Dlaczego zdecydowaliście się na udział w programie?

Mariano: Długo się wahaliśmy. Odbyliśmy wiele rozmów z producentami, ponieważ, o ile nam wiadomo, nikt jeszcze nigdy nie zrobił w USA czegoś takiego – programu, w którym wszyscy główni bohaterowie mają zespół Downa i poznajemy od środka ich rodziny. Chyba byliśmy trochę naiwni, bo nie spodziewaliśmy się, że zobaczy nas aż tylu ludzi.

Czy robiłaś w programie coś, czego nigdy wcześniej nie próbowałaś?

Cristina: Niewiele.

Mariano: W programie robi to samo, co na co dzień. Cristina tańczy od szóstego roku życia i w telewizji po prostu pokazuje, jak bardzo to lubi. W programie również gotuje, ale wcześniej uczyła się tego w szkole.

Cristina: Pomagam w domu starców. Pracuję w bufecie. Robię zupę i chleb kukurydziany.

Czy to ważne, że program jest o codziennym życiu?

Mariano: Tak. Z początku nie byłem przekonany do formy reality show. Nie gustuję w tym i pomysł mi się nie podobał, ale muszę przyznać, że to idealny sposób pokazania tego, jacy są ludzie z zespołem Downa. To nie jest tchnący optymizmem film dokumentalny. To prawdziwe życie. Pokazujemy wszystkie jego blaski i cienie, chwile przyjemne i mniej przyjemne. I to się naprawdę sprawdza.